Ta zbiórka to ostatni krzyk o ratunek – ratunek dla małego chłopca, którego serduszko może przestać bić! Wojtuś nie ma jeszcze 2 lat, za nim już 5 operacji serca… Przed nim powinno być całe życie, tymczasem bez operacji czeka go koniec! Ratunek dla maluszka jest w USA – Wojtuś może dołączyć do grona zoperowanych tam polskich dzieci, które żyją – do Julki, Emila, Dawidka, Antosia. Stanie się tak tylko, jeśli zechcesz pomóc i uratować jego życie. Bardzo Cię potrzebujemy.

dramatyczna walka o życie
Wojtuś Sadowski -fot. SiePomaga.pl

– Nasz synek walczy o życie od pierwszej chwili na tym świecie… 5 razy umieraliśmy ze strachu pod drzwiami operacyjnej sali, nie wiedząc, czy jeszcze go zobaczymy. Boimy się o niego tak samo mocno, jak go kochamy – najbardziej na świecie… Prosimy, pomóż naszemu dziecku! Wada serca to wyrok śmierci, ale można ją powstrzymać! – apelują rodzice Wojtusia.

↓ Kontynuuj czytanie po reklamie ↓

W jego serduszku wszystko jest na opak

O tym, że nasz upragniony synek urodzi się z chorym sercem, dowiedzieliśmy się w połowie ciąży. Na badaniu połówkowym zawalił nam się świat… Usłyszeliśmy, że nasze dziecko, zamiast żyć, po narodzinach może umrzeć. Wady serca różnią się stopniem złożenia i śmiertelnością. Wojtuś okazał się być bardzo trudnym przypadkiem. Ma przełożenie wielkich pni tętniczych, zarośnięty pień płucny, ogromny ubytek międzykomorowy i międzyprzedsionkowy… W jego serduszku wszystko jest na opak.

Wojtuś urodził się 8 maja 2018 w specjalistycznym szpitalu, bo tylko tam miał szansę, by przeżyć Po porodzie zabrano go nam i natychmiast podłączono do leku, ratującego życie. W przeciwnym razie synek udusiłby się na naszych oczach… Żadne dziecko nie powinno wiedzieć, czym jest ból, samotność za drzwiami szpitalnej sali, strach… Nasz Wojtuś zna to dobrze, zbyt dobrze. Ma za sobą 5 trudnych operacji serca. Pierwszą z nich – zespolenie systemowo-płucne – przeszedł, gdy miał zaledwie 9 dni!

Po pierwszej operacji Wojtuś nie mógł oddychać, został zaintubowany, znów trafił na OIOM. Znów strach. Konieczna była reoperacja. Przez kolejny miesiąc Wojtuś leżał z drenażem opłucnej, a my baliśmy się każdego dnia. Przy wadzie serca, przy chorobie nie można być pewnym niczego. Traci się poczucie kontroli. Za każdym razem, gdy myśleliśmy, że koszmar się kończy, następowało gwałtowne załamanie. Gdy w końcu wróciliśmy do domu, nie cieszyliśmy się długo upragnionym wypisem. Kilka dni później wracaliśmy karetką do szpitala, bo Wojtuś miał atak częstoskurczu. Prawa komora, która miała działać za dwie, nie pracowała w ogóle. Wojtuś zachorował, był bardzo słaby, przestał jeść na ponad rok. Żywiony był jedynie przez sondę.

Nasze dziecko – nasz świat, nasze wszystko

Kolejna operacja miała odbyć się, gdy Wojtuś miał pół roku, to był grudzień 2018 roku. Wojtuś w szpitalu złapał 3 infekcje. Święta i Sylwestra spędziliśmy na oddziale, życząc sobie tylko jednego – by tym razem nie było powikłań i strachu o życie. By ten następny rok okazał się lepszy… Niestety tak się nie stało. Największy dramat był dopiero przed nami. Operacja nie poszła zgodnie z planem. Płuca synka zalewała krew, Wojtuś stał się niewydolny, przestał oddawać mocz, a potem oddychać. W trybie pilnym czekała go czwarta operacja, która jednak nie pomogła synkowi. 1 lutego Wojtuś był operowany po raz piąty. Zespolenie metodą Glena było ostatnią szansą na życie, która również nie do końca się udała. Wystąpiły powikłania, konieczne było pilne cewnikowanie serca. Nasze dziecko – nasz świat, nasze wszystko – znów walczyło o życie.

Niestety, to nie koniec walki o życie. Najgorsze, najważniejsze jeszcze przed nami. Wada serca synka jest skomplikowana, serduszko poturbowane po wielu operacjach. Kardiochirurdzy z Polski i Niemiec mogą zrobić serce jednokomorowe – mimo że serce Wojtusia ma 2 pracujące komory. To nie uratuje życia, jedynie kupi mu czas… Może kilka, maksymalnie kilkanaście lat. Jedna komora bez drugiej sobie nie poradzi. To oznacza coś, o czym boimy się nawet pomyśleć… Będziemy patrzeć na śmierć naszego dziecka!


Żeby uratować serce Wojtusia, pójdziemy nawet na koniec świata

Poszukaliśmy pomocy jeszcze dalej i znaleźliśmy! Profesor Frank Hanley ze szpitala w Stanford w USA – specjalista od najtrudniejszych przypadków wad serca na świecie – zdecydował się przeprowadzić pełną korektę serca Wojtka. Przywróci jego serduszku prawidłową anatomię. Zamieni w sercu położenie naczyń tak, że będą leżeć i działać prawidłowo, załata ubytek między komorami, wstawi zastawkę płucną. Niestety, za operację musimy zapłacić ogromne pieniądze. Opieka w USA jest jedną z najdroższych na świecie. Potrzebujemy pomocy, Twojej pomocy. To dla Wojtusia jedyna szansa na życie!

Lekarze, pielęgniarki, znajomi i przyjaciele mówią, że Wojtek żyje dzięki nam. Wiele rzeczy wywalczyliśmy, wyprosiliśmy w szpitalu. Od prawie 2 lat biegamy między oddziałem kardiologii, kardiochirurgii i anestezjologii. Tym razem jednak sami nie damy rady. Wojtuś wygrał już 5 ciężkich bitew. Mamy nadzieje, że tą ostatnią też wygra i będzie mógł cieszyć się życiem. Jako rodzice chcemy dać mu szansę na normalne życie, na naukę, na miłość, na rodzinę… Chcemy, by był z nami. By żył. Tylko tyle i aż tyle. Prosimy o pomoc.

Wojtuś Sadowski

Serce Wojtusia słabnie. Życie maluszka uratuje tylko operacja w USA! Inaczej Wojtuś umrze, nie dożywając swoich 3. urodzin. Niestety Wojtuś jest w takim stanie, że do USA może polecieć jedynie samolotem medycznym – powietrzną karetką Innego sposobu, by dostać się za ocean nie ma. Ruch samolotowy jest wstrzymany. Transport medyczny to jedyne wyjście.

Samolot będzie leciał na odpowiedniej wysokości, niezagrażającej serduszku. Nad Wojtusiem będzie czuwał sztab specjalistów – anestezjologów i lekarzy. Będą przy dziecku od momentu opuszczenia domu do chwili, gdy Wojtuś znajdzie się w szpitalnym łóżku w Stanford.